poniedziałek, 15 stycznia 2018

Komin w odcinkach- roczna zabawa z Otulove

Szalików, kominów i innych szyjogrzeji nigdy nie za wiele, wiec jak zobaczyłam propozycje wspólnego dziergania komina, nie namyślałam się zbyt długo.
Zabawa z Otulove jest świetnym sposobem podszkolenia rożnych technik, bo ma być ich w tym jednym udziergu całkiem sporo- już pierwszy odcinek przybliża  tymczasowe nabieranie oczek i  oczka przekręcone.

Nie jest to projekt jakoś szczególnie czasochłonny. Co miesiąc ma powstać około 10 cm komina. Myślę, że bez problemu da to się wpasować w każdy kalendarz.

Na komin wybrałam  resztkowe włóczki dropsa- fabel i florę, w dwóch odcieniach szarości i naturalna biel. Dwa odcinki maja być dwukolorowe- dorzucę wtedy albo amarant, albo petrol- w zależności od mojego nastroju w danej chwili.

Ciekawa jestem końcowego efektu, choć za mną dopiero pierwszy odcinek. No i fakt, że z jednego wzoru powstanie prawdopodobnie kilkaset (do zabawy zapisało się coś koło 300 osób) rożnych projektów, również mnie fascynuje. Jak dla mnie takie wspólne dzierganie z dreszczykiem emocji ma same plusy 😊

Jakbyście chciały dołączyć do zabawy klikajcie na Otulove albo tez zapisujcie się do grupy na FB



czwartek, 11 stycznia 2018

Czapka przeplatanka

Na gwiazdkę dostałam od córki przyjaciół włoską gazetkę z wzorami, do  której były dołączone po dwa kłębki włóczki - biały puchaty singel, przypominający trochę watę i różowa bawełna.  
Połączyłam te obie włóczki i w jedno popołudnie powstała czapa dla mojej córci.  Pompon zrobiła moja córka i nie wyobrażam sobie tej czapy bez niego. 
Przy okazji ostatniego spaceru na urlopie udało mi się zrobić kilka fotek. A jutro wracamy do domu i codzienności... 
 

Tutorial z tą przeplatanką znalazłam na tej stronie Wollefein.
Robiłam na drutach 6, nabrałam na ściągacz 54 oczka,  potem dostałam jedno żeby zgadzał się raport wzoru.  Czapka jest robiona na okrągło, prosto do góry, w ostatnich 2 rzędach zbierałam co drugie oczko i na koniec przez  ostatnie kilkanaście oczek przyciągnęłam nitkę i na czubku przyszyłam pompon.
Zużyłam jeden kłębek bawełny (50g) i prawie całe 2 białej "warty"
Ciekawe jak to po praniu wyglądać będzie....


poniedziałek, 8 stycznia 2018

Góry- ciąg dalszy.

Ostatnie dwa lata narzekałam na brak zimy,  to teraz nadrabiam i cieszę się nią na zapas.
Najpierw, jak już Wam wspomniałam ostatnio,  byłam 3 tygodnie w sanatorium w Wertach- małej, górskiej miejscowości w Algäu.




Niemiecki system zdrowia  wymyślił coś tak genialnego jak sanatorium dla mam,  doceniając "kurzodomostwo" jako zawód szczególnie obciążający psychicznie i fizycznie, jak i również podwójne obciążenie mam pracujących zawodowo.  Podobnie doceniane są kobiety opiekujące się chorymi i starszymi krewnymi. O ojcach w ramach równouprawnienia też nie zapomniano.
W każdym razie w miłym towarzystwie i pięknym otoczeniu nabrałam sił i motywacji na następne dwa lata- najwcześniej wtedy będę mogła powtórzyć tą przyjemność.
Po dwóch dniach powrotu  do rzeczywistości(czyt. pracy) zaczął się okres świąteczny i nasz rodzinny,  wyjątkowo długi urlop.
Do dnia wyjazdu nie było pewne czy wszystko się uda - mój ślubny był zawalony pracą,  ja miałam tylko dwa wieczory na porządki w domu i pakowanie, no i największa  przeszkoda - nie mieliśmy sprawnego samochodu. Ale chyba urodziliśmy się pod szczęśliwą gwiazdą, bo udało się wszystko - łącznie z wymeldowaniem staruszka i znalezieniem, kupnem oraz wszelkimi formalnościami związanymi z zakupem naszej nowej torpedy (autko kilkuletnie, typowo rodzinne) i to wszystko w trzy dni!
Dodam tylko, że wyjechaliśmy 23- ego,  więc przygotowania choinkowo-wigilijno- prezentowe też były zawarte w naszym szalonym pakiecie przedwyjazdowym.
Ale cel podróży uświęcił  środki.  Dolomity przywitały nas śniegiem, śniegiem i jeszcze więcej śniegu.   Na miejscu udało nam się znaleźć choinkę,  którą rodzinie ustroiliśmy, wigilia była tradycyjnie z rybą i talerzem dla zabłąkanego, były kolędy w trzech językach no i nawet Mikołaja nie zabrakło.

Chyba zrozumiecie,  że w takich okolicznościach ani dużo nie dziergalam, ani czasu na focie gotowych udziergów nie było. Robi się dwukolorowy, brioszkowy szyjogrzej, a na sesyjki czekają moje swonczo i żakardowy, wigilijno-prezentowy sweter męża. Jak tylko rodzinka wykaraska się z urlopowej grypy to obiecuje się nimi pochwalić.

Mam nadzieję, że was moimi wynurzeniami nie zanudziłam.
Dla wytrwałych trochę cudnych widoków z okolicy i życzenia noworoczne - nawet jeśli coś wydaje się niemożliwe i wszystko zdaje się być przeciwne , z odrobiną silnej woli i determinacji oraz kroplą szczęścia wszystko się może udać- i tego szczęścia, determinacji i wiary w siebie Wam życzę!
Serrai di Sottoguda

Serrai di Sottoguda

Śniegowe róże w
Serrai di Sottoguda

Serrai di Sottoguda

Zachód słońca nad Agordo

Zachód słońca w Cencenighe 

Agordo

Agordo

Sachet

Sachet

Panorama - Falcade Le Buso

Sylwester w Falcade

niedziela, 10 grudnia 2017

Ania

Nie zamierzałam kupować tej książki.  Co prawda nazwiska autorów sugerowały, że jest to na pewno kawał dobrej dziennikarskiej roboty,  ale co można napisać o kimś kto tak krótko żył.... zdecydowanie za krótko...
Poza tym Anna Przybylska walczyła z paparazi, a pisanie książki o niej wydawało mi się żerowaniem na jej dramacie.

Muszę przyznać,  że się pomyliłam.  Autorzy z respektem ale bez pompy i napuszenia stworzyli ciepły obraz tej przepięknej kobiety. Będąc utalentowaną aktorką i wcieleniem piękna nie przestawała być pełną humoru,  przeklinającą Anką z podwórkowego trzepaka. Była kochana i kochała,  była spełniona w rodzinie i na ekranie.
Strony książki zdobią liczne zdjęcia i cytaty z wywiadów, które jeszcze bardziej przybliżają kolorową postać aktorki.
Jedyne czego w tej książce się nie znajdzie to nietaktowne wścibstwo i tania sensacja, które niestety królują w tabloidach i portalach plotkarskich.

Przeczytałam książkę jednym tchem i zdecydowanie częściej uśmiechałam się niż płakałam (360/20 stron)
Dziękuję za ten cudny prezent!